Nazywam się Tomek, jestem osobą interesującą się antykami, nie tylko, że je zbieram ale też z mojej kolekcji zrodziła się praca dająca mi utrzymanie. Chcę aby powyższy blog opowiadał o starociach i odsłaniał nieco handel antykami od kuchni.
Moja wiedza w temacie dotyczy głównie zabytkowych mebli i w związku z tym rozważania o nich będą dominującym tematem moich postów.

My name is Tomek, I am an antique furniture admirer and art history lover.
As I mentioned my interests are focused on antique furniture and this is the major subject of my posts.
English is not my native language, please forgive me my mistakes. I'll try to add English desctription to some of my posts, as I see that, there are a lot of international readers. And beside this, it might be a good language exercise.


czwartek, 20 stycznia 2011

Jak to się zaczęło.


Jak to się zaczęło: zaczęło, że handluję antykami, że piszę powyższego bloga ?
 Na początku to nie była praca tylko zaczęło się od kolekcjonowania staroci. Podobały mi się dawne sprzęty i ich niezwykłe kształty.  Jako dziecko namiętnie czytywałem książki o Panu Samochodziku i wyobrażałem sobie jak to ja będę zwiedzał stare zapomniane domostwa w poszukiwaniu dzieł sztuki. Bardzo wtedy chciałem być historykiem sztuki, takim z przygodami jak Pan Samochodzik. Pamiętam też serial który oglądałem w tv będąc nastolatkiem  pt.: "Antykwariusz Lovejoy".
 Pamiętam też z dzieciństwa pewien folwark na Dolnym Śląsku który kupili księża. W każdym razie zwiedzałem to miejsce z moim ojcem ponieważ on miał tam wykonać kilka prac stolarskich przewidzianych w remoncie obiektu. Ten budynek był jeszcze nietknięty, to były lata siedemdziesiąte. Pamiętam do dzisiaj jak wszedłem na strych dworku to aż zaparło mi dech - było jak w filmach. Pośród mroku i pajęczyn wyłaniały się spiętrzone, zapomniane przedmioty o niezwykłych kształtach. Do dzisiaj pamiętam to wrażenie i te kształty mebli i sprzętów odcinające się w mrocznym świetle strychu.
Później w ramach mojej pracy niejednokrotnie zdarzyło mi się zwiedzać strychy i kupować przedmioty ze starych domów. Powiem szczerze, że zawsze jest dreszczyk emocji czy aby pośród rupieci znajdzie się coś ciekawego.
 Chcę powiedzieć, że gdy interesowałem się antykami będąc jeszcze dorastającym człowiekiem to nie myślałem nigdy, że to będzie moja praca. Do czasu gdy ukończyłem szkołę średnią i rozpocząłem studia udało mi się zgromadzić trochę starych rzeczy. Były to meble: bieliźniarka i szafa eklektyczna, kolekcja starych zdjęć z przełomu XIX i XX wieku, trochę drobnych przedmiotów ze szkła i porcelany, pewna ilość starych dokumentów, trochę starych książek. W sumie to nic znaczącego bo moja kolekcja była z gruntu amatorska - po prostu zdobywałem to co mogłem dostać od moich znajomych bądź rodziny. Sądzę, że zaczyna podobnie wiele osób.
 Przypadek sprawił, że gdzieś na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia mój ojciec wykonywał nowe meble do kaplicy w pewnym domu zakonnym - robił nowy ołtarz i ławki. Zakonnice które były właścicielkami tej kaplicy gruntownie ją przebudowywały wymieniając przy okazji wiele sprzętów. Gdyby mój tato nie zdecydował się przywieźć starego żyrandola który zakonnice postanowiły oddać na złom to zapewne już dzisiaj nie było by po nim śladu, a ja nie został bym antykwariuszem. A tak na skutek jego decyzji staliśmy się posiadaczami żyrandola z kaplicy na 30 świec, wysokiego na około 2,7 metra. Żyrandol był tak duży, że zajmował prawie całą pakę w naszym fordzie transicie, a wisząc w hali warsztatu wyglądał bardzo imponująco. W zasadzie ten przedmiot był nam zbędny i w pewnym sensie przeszkadzał. Pewien znajomy mojego mojego ojca opowiedział mi o giełdzie staroci we Wrocławiu. Zapaliłem się do pomysłu wyjazdu na giełdę i sprzedania tam żyrandola.
Giełda miała się odbyć w sobotę na placu pod Iglicą. Przyjechałem na giełdę w piątek wieczorem, wymagała tego sytuacja ponieważ na placu było mało miejsca i  żeby zarezerwować sobie możliwość sprzedaży należało przybyć dzień wcześniej. Wrażenie jakie wywarła na mnie po raz pierwszy giełda było niezwykłe i trudne do opisania. Ilość przedmiotów tak niespotykanych wprost mnie przytłoczyła. Rzeczą która zrobiła na mnie wielkie wrażenia był fakt, że przyjechałem późnym wieczorem, było ciemno i nikt nie spał, wszyscy chodzili z latarkami i tak przez całą noc do rana toczył się handel. To wydawało się takie niebywałe - nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim, bardzo podobało mi się to nocne poruszenie i niecodzienne tło które było jego przyczyną. Powiedziałem sobie, że zawsze już będę przyjeżdżał na giełdy. Oczywiście nie sprzedałem mojego żyrandola bo znacznie przeszacowałem jego wartość nie znając się na rzeczy. Jak później zrozumiałem żyrandol nie był w stu procentach oryginalny - kinkiety na świece były młodsze, dorobione później z aluminium co znacznie obniżało wartość przedmiotu. Dopiero z upływem czasu udało mi się właściwie go wycenić i sprzedać. Podczas następnych miesięcy sprzedałem wszystkie rzeczy z mojej kolekcji, zacząłem rozglądać się za nowymi przedmiotami które były ciekawsze od poprzednio posiadanych. To był początek mojego głębszego związku z antykami, zacząłem wtedy więcej czytać na temat dawnego rzemiosła. Chciałem wiedzieć coraz więcej bo bardzo imponowała mi wiedza wielu ludzi których poznałem na giełdach. To były prawdziwe początki, po kilku latach gdy przybywało mi przedmiotów i znajomości tematu powoli dojrzałem do tego, że może to być praca dająca mi utrzymanie. W międzyczasie ukończyłem studia, co prawda nie w kierunku historii sztuki lecz nauczycielskie na kierunku wychowania technicznego. Z uwagi na fakt, że mój promotor interesował się antykami i studiowałem na kierunku takim, a nie innym napisałem pracę dyplomową o rodzajach i sposobach wykonania powłok malarsko - lakierniczych w dawnych meblach od czasów średniowiecza do współczesnych.
  Na początku zajmowałem się głównie handlem antykami z czasem zacząłem wykonywać coraz więcej renowacji z wykorzystaniem stolarni mojego ojca. W końcu nasza stolarnia przestała wykonywać inne prace skupiając się tylko na pracach przy zabytkowych przedmiotach. Z upływem lat nasze doświadczenie i wiedza pozwoliło nam wykonywać prace coraz lepiej i o wyższym stopniu komplikacji. Handel który początkowo realizowałem na giełdach i w magazynach naszej stolarni przeniosłem do małego sklepu który miałem w Kluczborku. Później zainteresowałem się handlem antykami przez internet i tak zaczęła się moja przygoda z Allegro, od kilku lat mam swoją stronę internetową: www.antyk.opole.pl , a obecnie zacząłem pisać powyższego bloga który w pewnym sensie jest jej rozszerzeniem. 





8 komentarzy:

  1. Panie Tomaszu, :-)
    Z wielką uwagą przeczytałem Pana blog, przyznam, że z pewną nutką zazdrości. Zazdroszcze Panu owego obracania się wśród pięknych przedmiotów, czerpania zadowolenia, radości a przy tym zaspokojenia finansowego. Ja podobnie jak Pan kocham stare przedmioty z duszą, jestem historykiem i absolwentem studiów podyplomowych poświęconych antykom. W chwili obecnej ( zanim otworzę kilka domów aukcyjnych w Londynie i Paryżu - hihi) szukam pracy w galerii z przedmiotami z duszą. Chciałbym też nauczyć się renowacji, ech...marzeń wiele, planów, myśli, ale poki co smutna rzeczywistość skutecznie sprowadza mnie na ziemię.
    Jestem z Wrocławia ( bliskoch okolic). Bardzo bym chciał poznać pasjonata antyków. Pozdrawiam serdecznie i życzę samych udanych transakcji - Krzysztof ( antico.clasico@wp.pl)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Panie Krzysztofie, pisze Pan, że pochodzi z Wrocławia. Moim zdaniem to świetne miejsce dla fascynata antyków. Przypomnę, że moja przygoda z antykami tak naprawdę zaczęła się właśnie we Wrocławiu na giełdzie pod iglicą.
    Chcę zwrócić uwagę na fakt, że Wrocław posiada wiele sklepów z antykami, zakładów renowacji i co najważniejsze dwie giełdy staroci: przy ul. Gnieźnieńskiej oraz na palcu pod Halą Ludową. Przy tym podejrzewam, że są też liczne targowiska na których u sprzedawców przedmiotów używanych można wyłowić jakieś okazje. Należy zacząć od regularnego odwiedzania giełd aby w ten sposób nauczyć się rozumienia i postrzegania jak wygląda handel antykami od podstaw. W każdym razie ja tak zaczynałem. Owszem może ktoś powiedzieć, że galerie i muzea to miejsca w których są przedmioty godne uwagi i dające właściwe pojęcie o historii sztuki. Jednak w codziennym handlu antykami ma się w znacznej większości do czynienia z wyrobami z XIX i początku XX wieku. Najwięcej tego rodzaju obiektów można zobaczyć właśnie na giełdach. W dzisiejszych czasach jest też internet i aukcje na których można porównywać jakość i ceny poszczególnych walorów. Jednak aby mieć żywy kontakt trzeba wiele z wyrobów wziąć do ręki aby je poczuć - i tu właśnie przydaje się bywanie na giełdach.
    Przypuszczam, że jest Pan jeszcze młodym człowiekiem, sądzę, że przy odrobinie wytrwałości uda się Panu osiągnąć swoje zamierzenia i szczerzę tego życzę. Wiele osób nie decyduje się na handel antykami jako wyłączne źródło utrzymania, zwłaszcza na początku działalności. Radzę zacząć od małych kroków.
    W temacie renowacji może miałem o tyle więcej szczęścia, że mogłem odziedziczyć po rodzicach stolarnie. To jest bardzo ważne w moim wypadku ponieważ stworzenie takiego zakładu od podstaw w dzisiejszych czasach jest bardzo trudne. Ale jak pokazują przykłady i takie rzeczy można osiągnąć i rozwinąć nawet na większą skalę.
    Pozdrawiam, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
  3. dzień dobry Panie Tomku,
    Serdecznie Pana pozdrawiam i dziękuje za miłe słowa, cenne rady i wogóle za fakt zainteresowania moją osobą.
    Nie sądziłem, że znajdzie Pan czas i opowie na moje słowa, tym bardziej jest mi miło.
    Co do mojej osoby to wprawdzie czuje się młodo choć nie wiem kiedy ale 37 latek mi już stuknęło :-).
    Przyznam Panu, że gdy w ubiegłym roku robiłem studia podyplomowe w Krakowie poświęcone antykom, miałem zaszczyt poznać wielu marszandów zajmujących się obrotem dziełami sztuki. Niestety większość zajęć opierała się głównie na ich przechwałkach typu: " jakie dzieło posiadałem i za ile sprzedałem"... niezrażając się tym od ok. dwóch lat studiuję literaturę, i prasę bieżącą i przeszukuje portale internetowe, wreszcie bywam na giełdach we Wrocławiu, muzeach, antykwariatach,sklepach z meblami starymi.
    W zasadzie to te studia ukierunkowały moje zainteresowania i wyobrażenie co też chciałbym robić.
    Tak to prawda w muzeach, galeriach mamy wyłuskane perełki, natomast na codzień w kwestii antyków obracamy się wśród przedmiotów biedermajerowskich, secesyjnych, art deco, czy młodszych. Oczywiście gdyby była to prawda byłoby super, lecz na chwilę obecną mamy większosć przedmiotów stylowych. Uważam jednak, że i one zasługują na docenienie.Jestem zdania, że lepszy stylowy sekretarzyk niż padźierzowy mebelek, o który tak " walczyli" nasi rodzice przed sklepem w latach 70-tych :-)
    A muzę się pochwalić, że ok. rok temu zakupiłem przez allero u Pana pewiem malutki niciak, cudeńko. Niestety nie dla mnie, a dla pewnej osoby, która jest nim wprost oczarowana.
    Piękna drobna rzecz, a wywołała wiele pozytywnych emocji.
    Jeżeli chodzi o mnie to staram się staram o pracę w galerii z antykami,antykwariaie, renowacji antyków, salonie ze sztuką, w zasadzie mogę wykonywać każdą pracę byleby być w otoczeniu tych pięknych przedmiotów.Niestety w galeriach we Wrocławiu etatów brak, a jak zapytałem w zakładzie renowacji antyków to popatrzyli na mnie jak na kosmitę...bo każdy chce z doświadzeniem w renowacji, a tu jeszcze jakiś po studiach...co on tutaj szuka.Cóż odpowiedziałem przestraszonemu Panu, że renowacją mebli zajmowało się wielu monarchów choćby Fryderyk Wielki.No ale nasze społeczeństwo dopiero od niedawna zaczyna doceniać zarówno antyki jak i osoby, które propagują branże antyków.
    No ale się rozpisałem, rogadałem, czas zwijać swój kramik.
    Raz jeszcze dziękuje i życzę samego dobra.
    Krzysztof
    antico.clasico@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam panie Tomaszu.

    Przypadkiem trafiłam na pana blog.Od niedawna interesuję się starymi przedmiotami.A może nie od niedawna? Tak naprawdę stare przedmioty podobały mi się już jak byłam młodą panną.Teraz nie mogę powstrzymać się od oglądania i czytania o starych przedmiotach codziennego użytku.Ostatnio kupiłam stare żyrandole i lampki nocne, trochę szkła użytkowego. Teraz planuję kupić sekretarzyk.Czuję,że fascynacja starociami pochłania mnie. Czytając pana blog świetnie rozumiem pana fascynację.Niestety ja mieszkam na wsi i najbliższe otoczenie nie rozumie mnie.Troszkę szkoda...

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam Panią,
    dziękuję za miły komentarz.
    Niestety starocie są jak choroba ale nie trzeba się martwić ponieważ bywają gorsze choroby :-)
    W każdym razie cieszę się, że grono osób lubiących antyki jest duże i się powiększa. Gratuluję Pani zakupów i mam nadzieję, że inni ludzie z Pani otoczenia widząc urodę, funkcjonalność i trwałość zabytkowych wyrobów z czasem się do nich przekonają. Znam wiele rodzin gdzie współmałżonkowie w sprawach antyków mają bardzo rozbieżne zdania. Według mnie ważne jest aby wzajemnie się szanować, a sprawy gustu - no cóż w końcu każdy ma własny i może lubić zupełnie różne rzeczy.
    Życzę Pani zdobycia upragnionego sekretarzyka,
    powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam bardzo mi się podoba pana blog..Ja mam na imię Tomasz ;-) , pierwszy kontakt z antykami miałem w wieku 15 lat tzn pomagałem koledze taty który handlował antykami w ten sposób że jezdziliśmy po wioskach i rozpytywaliśmy o antyki noi własciwie tak się zaczęło pamiętam ze byłem tez raz na giełdzie we Wrocku było to około 14 lat temu wtedy giełda tętniła życiem pamiętam te latarki w nocy:)Dziś mam 30 lat i mogę stwierdzić że antyki uzależniają ale to nałóg pozytywny.Obecnie mieszkam w Holandii ale planuje wrócić do Polski i zająć się własnie antykami pomalutku zaczynam zbierac sobie tez starocie na przyszly interesik mam troszke mebli biedermeier eklektycznych i ludwika filipa oraz zegary porcelanę i inne myślę ze ciekawe starocie.Cały czas się dokształcam na temat antyków dużo o tym czytam o renowacji mebli też bo bardzo bym chciał samodzielnie zrobic renowacje jakiegoś mebelka choć boje się że coś zepsuje hm może przydał by się jakiś kurs przyznam ze myslalem o kursie w ośrodku we Wrocławiu ale cena jest dość wysoka bo to ponad 10 tys zł,, może pan coś poradzi? .....TOMASZ ROTTERDAM/JAWOR

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Pana, dziękuję za komentarz.
    Antyki to naprawdę choroba od której trudno się uwolnić, bywa nieuleczalna :-)
    Gratuluję Panu chęci do pracy i zapału w dążeniu do celu.
    Co do porad: jak zacząć odnawianie mebli ? To jeżeli ma Pan pewną ilość swoich przedmiotów i zamierza Pan osobiście nad nimi popracować polecam zacząć od małych prac naprawczych. Zakładam, że z tego co Pan pisze to posiada wiedzę teoretyczną, taka wiedza to podstawa, potrzebne są jeszcze narzędzia i miejsce do pracy. Na początek nie radzę się rzucać od razu na głęboką wodę i zaczynać kompleksową renowację meble bez jakiejkolwiek praktyki. Proponuję jak już mówiłem małe prace naprawcze. Na pewno wiele z posiadanych przez Pana przedmiotów wymaga podklejenia pewnych elementów, drobnych uzupełnień, czy też naprawy bądź polerowania okuć. Takie prace nie są skomplikowane, polepszają też stan posiadanych obiektów i dają niezbędne doświadczenie. Po jakimś czasie dojdzie Pan zapewne do etapu w którym będzie mógł samodzielnie wykonywać coraz bardziej złożone renowacje, nie tylko drobne naprawy. Proszę się nie spieszyć i dać sobie czas.
    Bardzo polecam też gdyby miał Pan taką możliwość aby znaleźć sobie chociaż dorywczą pracę w zakładzie renowacji - to daje bardzo dużo.
    Oczywiście jeżeli zdoła Pan ukończyć kurs to na pewno może się bardzo przydać.
    Jeżeli o mnie chodzi to ja zacząłem od wiedzy teoretycznej którą głównie zdobyłem sam. Miałem też okazję od małego dziecka obserwować pracę w stolarni u mojego ojca, to dało mi zrozumienie czym jest drewno i jakie są jego ograniczenia i możliwości. Na początku przy antykach nie robiłem dużych renowacji, a jedynie drobne naprawy, miałem też okazję konsultowania wielu aspektów pracy z osobami doświadczonymi w w temacie. I tak począwszy od małych kroków doszedłem do etapu w którym jestem w stanie wykonywać nawet bardzo skomplikowane prace.

    Pozdrawiam i życzę sukcesów, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest niesamowite, opis Pana z dzieciństwa trochę jakby pasował do mnie, choć sam juz nie jestem dzieckiem bo mam 26 lat, ale do dzisiaj uwielbiam wszytskie strychy, piwnice, zakamarki, kiedyś w ejdnym z tki udało mi się znaleźc kilka przedwojennych plakatów, ,u mnie wszytsko zaczynało sie od jednej lampy naftowej i kilku drobiazgów oddziedziczonych po babci, później ludwikowska przez któej dno przebił sie kret - wyciagnięta ze strej chałupy, kolejna bieliźniarka bez drzwi( nadal ich nie ma, przerobiłem ja na otwarta biblioteczkę) obecnie juz troche tego mi sie nazbierało , róznego rodzaju meble, od biedermeier'a po art deco, w przeróżnym stanie, próbuje sam remontować, ale kiepsko z warunkami, dużo rzeczy robię w domu. Zawodowo zajmuję się czymś zupełnie innym i strasznie ubolewam nad tym, że nie mam się gdzie uczyc tego fachu, pod okiem kogos kto sie zna, tylko wszytsko robie metodą prób i błędów.
    Szerdecznie pozdrawiam i cieszę sie, że przypadkiem tu wpadłem,
    Lechu

    lech.peres@gmail.com

    OdpowiedzUsuń